Cień nie boli, cień jest wygodny, cień chroni i izoluje, tak właśnie uzasadniasz wybór swoich życiowych ambicji, bo zdecydowałeś się właśnie na to życie w cieniu. Można by teraz opowiedzieć o takich prawdziwych początkach, kiedy poznałeś swojego pana–właściciela w gimnazjum, ale one były przecież tak niewinne, po co.
Różnica zaczęła tworzyć się wraz z rozwojem procesu dojrzewania i mutacji; kiedy Adam (miał na imię Adam, tak, najważniejsza postać twojego życiorysu) nagle wyładniał i zmienił się w och, Adama, którego ruchałam dzisiaj wzrokiem – tak, dosłowny cytat. A ty? Ty pozostałeś wiecznie przyjacielem, wiecznie brzydszym, wiecznie z krzywymi zębami, tak najwyraźniej wygląda prawdziwe życie – jedni rodzą się bardziej uprzywilejowani a drudzy… cóż, rodzą się tobą.
Jest już koniec stycznia, masz nareszcie szansę to odmienić, więc starasz się, starasz i masz nadzieję, że życzliwe, sympatyczne spojrzenia i Pinger, kup mi piwo, to coś więcej niż tylko koleżeńska reakcja. To przecież rok 2012, ludzie tu nie żyją z koleżeńskich relacji, jeśli się uśmiecha, to znaczy, że chce twojego chuja, tak uczy popkultura.
A ona nie jest już byle kim, jest kartą przetargową do wolności, wystarcza parę chwil, by to stwierdzić, bo wygląda ładniej niż te, które może dadzą, no i rozbierał ją Adam. To zaliczało ją do kategorii wyższej. Najwyższej.
Więc myślisz, że może to jest ten czas, że to wszystko się uda. Fundujesz jej to niskobudżetowe piwo – boski napój biednych ludzi i zapraszasz do domu, pozwalasz grzać się na kanapie, pozwalasz też odejść – nie zdobywa się przecież od razu.
Wydarzenia się przeplatują, przez przypadek wspominasz Adamowi i jego reakcja jest zupełnie inna niż się spodziewałeś, bo nie denerwuje się ani trochę, właściwie to się śmieje, śmieje się głośno i szczerze i mówi, że chyba ją kochał, ale z nią nie można było być pewnym, bo codziennie grała kogoś innego. Mówi też, że chyba cię pojebało, skoro myślisz, że ten genialny pomysł się uda. Ona ci nie pozwoli, mówi. Ona poznaje ludzi po głosie a ty seplenisz. Zapomnij o niej, ona łamie.
Trochę boli słyszeć takie rzeczy i nie możesz zdecydować, czy to przestroga, czy czysta złośliwość, z nim nigdy nie było do końca wiadomo. Można go oskarżać teraz o dwulicowość charakteru albo skurwysyństwo, ale nie śmiałeś odejmować jego intelektu, gdyby starał się bardziej, potrafiłby rozbić każdego, zniszczyć, wyssać jak szmatę. Co jednak nim kieruje? Troska o własny spokój duszy czy prawdziwa dobroć? Co za różnica. To przecież on jest źródłem tego wszystkiego.
Zajmuje ci pół godziny zebranie się w sobie i napisanie paru kretyńskich wyrazów, każdy z nich jest krytycznie oceniany w odpowiedzi, jej charakter oprawiony jest w ramę wypolerowanych ostrzy, tak ostrych, tak morderczych i rozumiesz, co Adamowi w niej się podobało.
Wspomnienia się przeplatują, z jednej strony mówi on, z drugiej mówi ona, dokańczane relacje, wtedy i wtedy poszliśmy tu, tu i tu, każde spotkanie z którymkolwiek coraz bardziej przytłacza, coraz bardziej widać podobieństwa między nimi a kontrasty między tobą. Gdybyś nie miał okazji się do tego przyzwyczaić wcześniej, to byś cierpiał. Nie cierpisz. Jeszcze.
Nie poddajesz się, matka lubiła powtarzać ci, kiedy byłeś mały, że najważniejsza jest ciężka praca, że ciężką pracą osiągniesz wszystko. Pracujesz więc. Znowu zapraszasz ją do siebie, tym razem udaje ci się wygonić rodziców i tak, liczysz, że się uda. Adam wyśmiewa twój mały plan, ciekawe, czy przejrzał go do końca. Tak trudno jest mieć inteligentnego przyjaciela. Nie zerżniesz jej, choćbyś bardzo się starał. Choćbyś jej zapłacił. I okazuje się, że ma rację, jak zresztą zwykle. Kiedy ona w końcu odczytuje (a robi to zawsze bezbłędnie), w jej oczach miesza się obrzydzenie z przerażeniem, dość silna mieszanka, nic przyjemnego.
– Twój problem polega na tym, że jesteś nie dość że brzydki, niemądry i w dodatku seplenisz – oznajmia Adam któregoś dnia na marihuanowym haju. – Należysz do ludzi gorszej kategorii, stąd też jedyne dziewczyny, u których masz szanse, to są te z tej samej kategorii. Nie proś o mezalians.
– Mogę chociaż marzyć?
– Jasne, ale po co? Mogę ci powiedzieć jak to się skończy już teraz.
– A jesteś pewien, że tak będzie?
– A czy kiedykolwiek się myliłem?
– Nie.
– Któregoś dnia spotkam się z nią znowu, wiesz, pewnie na jakiejś imprezie. Powiem jej, żeby dała mi swój numer i ona da, nigdy nie potrafiła dobrze odmawiać. Później napiszę, podczas drugiego spotkania zaproszę do ciebie i zerżnę i będziemy się śmiać z twojej naiwności. Następnie znudzę jej się i odejdzie, a ty będziesz jedyną osobą, która będzie żałować. – Adam kończy papierosa. – Wiesz, czasem myślę, że ciebie to naprawdę pokarano; włożyć tyle nieszczęść w jedną osobę…
Twoja pięść ląduje na jego twarzy i kość jarzmowa pęka. Czujesz się dobrze przez pięć sekund.
Dwa miesiące później słyszysz, że Adam i ona spotkali się znowu na jakiejś imprezie. Okazuje się, że Adam miał rację.
Niektórzy po prostu urodzili się gorsi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz