środa, 1 lutego 2012

n

- Skąd to masz? – pytam w dość zrezygnowanym tonie, bo odpowiedź jest tak oczywista, że mogliby ją wywiesić jako slogan w autobusie.

– Wzięłam sobie – Natalia wzrusza obojętnie ramionami. – Leżało.

Trochę wstyd mi to przyznać teraz, ale Natalia mnie fascynowała. Była piękną brunetką normalnego wzrostu o tych oczach, których nie dało się zapomnieć już od pierwszego spotkania. Stanowiła osobę intensywną, intensywne słowa, intensywne akcje, tak intensywne, że kierująca nią desperacja była niemożliwa do przegapienia, bardziej wyrazista niż bluzki we fluorescencyjnych kolorach, których nigdy nie zakładała. Natalia stanowiła spójny obraz i sam nigdy bym nie pomyślał nad tym, że może nie być on prawdziwy. Kleptomanka Natalia, jakże nieszczęśliwa kleptomanka Natalia pragnąca zostać gwiazdą towarzystwa, gotowa na zawołanie odsłonić każdą nastoletnią bolączkę.

Poznałem ją przypadkiem, nie w jakimś zwyczajnym miejscu, gdzie poznaje się kolegów, tylko chyba na jakichś dodatkowych zajęciach z angielskiego lub innego zbędnego przedmiotu, poznałem ją poprzez nudę i moją prywatną desperację, która przyjmowała jednak trochę inną formę niż ta jej, objawiona później.

To była raczej powolnie rozwijająca się znajomość, chociaż początki miała niezłe, po jakichś dwóch tygodniach wkładała mi już język w usta, jak gdyby była to najnormalniejsza rzecz na świecie. Nie. Może powinienem wtedy już pomyśleć, że skoro, mimo całego swojego piękna, nie pociągała mnie ona ani trochę, to znaczy, że to zły pomysł. Ale miałem wtedy akurat inne rzeczy na głowie, zimne ferie zimowe, rzeczy takie jak papierosy, które nieoczekiwanie przylgnęły do mnie niczym rzep do psa, więc odłożyłem ją w kąt, żeby czekała na lepsze czasy.

I ona zaczekała, mieliśmy pobieżne spotkania w sierpniu i we wrześniu, podczas których zachowała się jak moja własność. Samowolnie oddała siebie. A potem przyszedł czas zmiany szkół, oboje wylądowaliśmy w tej samej. I wtedy zacząłem zauważać.

Jedna z brunetek, które miałem w wakacje, zwróciła mi na to uwagę. Nigdy bym jej nie chciała, oznajmiła, za wszelką cenę stara się udać kogoś, kim nie jest i nigdy nie będzie.  Te słowa spowodowały głęboki oddech, nagły napływ trzeźwości a czar prysł. Widziałem.

Jako bierny obserwator podobałem się sobie, kolejny dowód mojej dwulicowości. Lubię dwulicowość.

A dzisiaj ja jestem u niej, za godzinę ma zacząć się domówka, którą niby pomagam jej przygotować.

– Cieszę się, że tu jesteś – oznajmia.

Później wylewa z siebie potok egocentrycznych zdań, które zmieniają się w bełkoczący potok a ja nie słucham. Układam na twarzy pokorny uśmiech, jakże fałszywy. Podchodzi do mnie i kładzie swoje usta na moich. Tak po prostu, muszę cię wynagrodzić za wszystkie miłe rzeczy, które robisz dla mnie, przecież przyszedłeś tu tylko na seks. Poczyna sobie coraz śmielej, jej delikatne dłonie, które czasem lubię dotykać, schodzą niżej i niżej. Ja wewnętrzny czuje niewłaściwość tej sytuacji i nie krzyczy, bo ja nie należę do krzyczących, ale wzdryga się i nie może pozbyć obrzydzenia. Ale to ja. Ja nie jestem już trzeźwy, już długo nie. Nie potrafię powstrzymać uczuć, ale nie potrafię nie działać według nich i ignorować, mimo, że to billboardy zajmujące całe ściany kamienic. Więc pozwalam jej rozebrać mnie, nawet pomagam jej rozebrać siebie i rżnę ją, rżnę ją tak, że łóżko trzeszczy i skacze. Że jakby ktoś byłby w domu, to dzwoniłby do straży pożarnej zgłaszając trzęsienie ziemi. Natalii jest dobrze i niespecjalnie ją obchodzi już nic innego, jednak należy do tej grupy mało miłych, niewdzięcznych dziewczyn, które tylko leżą i wzdychają, nie oczekiwałem niczego innego. Ruszam się mechanicznie, w przód i w tył, z każdym pchnięciem coraz mniej jestem tutaj.

A potem nagle jest już koniec a ja z papierosem zostaję wypchnięty na balkon, podczas gdy ona idzie witać gości, którzy przybywają już z przezroczystą wódką w szklanych butelkach łatwych do potłuczenia.

Papierosy stają się coraz droższe, dlatego należy palić jak najbardziej, żeby jak najmocniej poczuć jakże słabą tytoniową woń i niech zaboli w płucach, niech podrażni przełyk. Papieros kończy się a powietrze ma gorzki zapach, powietrze zwiększa moje obrzydzenie, które zaczyna wygrywać z zawsze silnym żołądkiem, ściska go, ściska, ściska, skręca mnie.

Natalia wraca do mnie. Natalia patrzy na mnie zadowolona, dobrze się spisałeś. Wiem, przecież to ja, Natalio, przecież to ja.

– Możesz zostać, jeśli chcesz ­– oznajmia łaskawym tonem, który kieruję do bezdomnych.

Patrzę na nią i niekoniecznie wierzę oczom, bo widzę taki obrzydliwy obraz ohydnej kobiety z kosą niczym obraz o motywie danse macabre, fałsz odpada z jej zgniłej twarzy, żrące resztki skóry trawią dywan, Natalia staje się kwasem siarkowym i ten kwas siarkowy zjada jej kości i ten kwas siarkowy zbliża się do mnie, wyciąga ręce.

Uciekam.

Biegnę szybko, za mną głośne piski Natalii, wpadam na jakieś półżywe ciała, uciekam.

Nie chcę widzieć cię więcej, Natalio.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz