środa, 29 lutego 2012

14 kwietnia

To trochę śmieszne poznawać dziewczyny w szkole, ale to w końcu najlepsze liceum w promieniu jakichś pięćdziesięciu kilometrów, świadczy to chyba o czymś. Najlepsze liceum, najlepsze dziewczyny.

Ją znasz już chyba pół roku, od początku tu była, troszeczkę fascynującą, ładna, bardzo ładna, ale kiedy jesteś człowiekiem o przeciętnej aparycji, one wszystkie wydają się piękne. Żadna nie należy do ciebie.

Zauważasz ją tak naprawdę, kiedy nie potrafisz wytrzymać dnia bez trującej nikotyny i kiedy od chyba już dwóch miesięcy jesteś człowiekiem nie wolnym a zajętym w dniu, gdy przychodzi na czarno, wyglądając dokładnie tak, jak chcesz, by wyglądało twoja dziewczyna i oznajmia, że słucha twojego ulubionego zespołu. Nie możesz spojrzeć na Wu tak samo, odrzuca cię jej normalność. Banalne są te nastoletnie problemy, ale jakie wydają się trudne.

Następnego dnia, kiedy wygląda już zwyczajnie w mundurku, dotykasz jej po raz pierwszy od kilku miesięcy. To inne uczucie niż z Wu. Znaczące. Ona zauważa i patrzy z jakimś niezdefiniowanym pytaniem, ale się uśmiecha. Uśmiecha się delikatnie, usta zamknięte. Nie lubisz zębów.

Mijają  dwa miesiące, ona się zapada, ubywa jej i wygląda coraz bardziej tak cholernie seksownie. I zauważasz, twoje spostrzeżenie zostaje dostrzeżone, zbyt wiele imprez spędzacie razem. Czternastego kwietnia ludzie tańczą, trochę dziwnie, bo jeszcze trzeźwi. A ty obejmujesz ją i drepczecie wokół. Jedyny taniec (oprócz pogo), który potrafisz tańczyć. Patrzysz w te jej niewyspane, bardzo zielone oczy i mówisz jej to a ona się śmieje. Lubisz jej śmiech, jest taki rzadki. Kładziesz pocałunek na jej policzku i czujesz, jakbyś swoimi ustami przewodził prąd. Jej reakcja jest dość wyraźna, ale mało konkretnie, bo sztywnieje na moment w twoich ramionach. Uśmiecha się później, tak trochę z kpiną i gdyby nie Wu, stojąca gdzieś za wami i jej czujne spojrzenie parzące plecy. 

Wu później krzyczy, Wu jest wściekła. Nie jestem głupia, oznajmia. Musisz gryźć język, żeby nie zrujnować je przekonania. Ale spojrzenie cię zdradza. Jesteś głupia, mówi, co ty tu jeszcze robisz, uciekaj. Jakby udowodniając  twoją teorię, Wu wybiera to ignorować i rzuca się na ciebie i całuje. Twoje usta wciąż mają słodki smak pudru skradzionego z policzka. Wu zna ten smak; tego nie potrafi już ominąć. Jej dłoń z gorzkim plaskiem ląduje na twojej twarzy. Nie boli. Wu rzuca kilka pijanych inwektyw i odchodzi. Dzisiaj już za nią nie biegniesz.

Zauważają coraz bardziej, podchodzi do ciebie któregoś dnia cień przyjaciela, kiedyś och wielki playboy, już od pół roku zniewolony monogamią.

– Co ty robisz? – pyta któregoś dnia na papierosie w męskiej łaziece.
– Co robię? – odpowiadasz, z domyślania się zrezygnowałeś, domyślanie okazywało się zawsze nudne. Zawsze. Psuło niespodziankę.
– Zdradzasz się. Patrzysz na nią tak jakby była jedyna. Ona nie jest dobra, ona niszczy, popatrz na poprzednich, popatrz.
– No i? Nie chcę, żeby była dobra. Poradzę sobie.
– Ona bawi się tobą, wiesz? Bo ona doskonale wie.
– No i?
– Ona ucieka. Ona ci ucieknie. Te jej pozory są przezroczyste. Jest brakującymi puzzlami. Nie chcesz tego.
– Chcę.

Przychodzi maj. Jest już ciepło, tak bardzo ciepło, że życie wychodzi na ulicę i bucha parą jak lokomotywa.

Któregoś dnia lądujesz przypadkowo w szkolnej palarni,  jest już dawno po czasie i znajdujesz ją na schodach, całą zapłakaną i czerwoną z rozmytym tuszem.

Siadasz obok i pozwalasz schować się w twojej koszuli. Nie zadajesz pytań, po co ci pytania. To i tak bez różnicy. Nie zdobywasz jej. Nie jest nagrodą. Zasługujesz na więcej, szepczesz cicho.

Na korytarzach rozciągają się oburzone spojrzenia i szepty, zabawa w detektywów, każdy twój ruch jest wnikliwie analizowany. A ty nie robisz nic. Palicie papierosy i nie mówicie nic. Papierosy nie mają uszu, ale to co? To absurd.

Koleżanka z klasy odważa się mówić, w końcu to chore, żeby się bać.

– Przestań się tym przejmować. To źle o tobie świadczy.

Jest miła i ma sympatyczne spojrzenie. Cieszy cię, że jest dziewczyną, bo w innym przypadku, też zostałaby przyciągnięta przez ten brutalny niszczycielski magnes. Tak właśnie to działa.
Ile papierosów trzeba wypalić, by przestało? Dużo osób w mojej rodzinie miało raka. Nie wszyscy go przeżyli, oznajmia kiedyś swoim spokojnym, radiowym głosem. Może nie tak wiele.

Nie bierzesz przytrafiających się okazji, chyba jej smutne emocje przechodzą na ciebie. Toniesz w papierosach i zamykasz oczy. Ona nie czeka, nie ma zamiaru. Łamie ci serce w szesnastu miejscach swoimi spojrzeniami, kolegami od piwa, papierosów, kawy wódki i seksu, kiedy śmieje się trochę zbyt słodko. Przy dziesiątym ból przechodzi w tępe łopotanie i nie można rozróżnić, jak wyglądają dni, gdy nie boli.

– Ciebie to w ogóle nie obchodzi, prawda? – rzucasz jej smutne pytanie retoryczne kiedyś na przerwie.
– Co mnie nie obchodzi?
– To, co dzieje się wokół ciebie.
– Staram się.
– Dobrze ci wychodzi.
– Nie, ale pracuję nad tym.
Zmniejszasz dystans i kładziesz swoje usta silnie na jej. Ona nie ucieka, strach zawsze przychodzi później, to nieważne.
– Nie uciekaj – szepczesz gdzieś do jej włosów; plusy i minusy bycia wyższym.
– Chyba żartujesz, zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz