Nie masz miejsca już na wyrzuty sumienia, robisz te wszystkie głupie rzeczy, które ranią innych, łamiesz obietnice, bo zbyt trudno ci je dotrzymać, bo przecież jebać to, po prostu trzeba było obiecać i gdyby wiedziała, to by wypadło jej serce, ale to takie bez różnicy, takie obojętne, takie kurwa, czemu nie zajmiesz się własnym życiem? Nie patrzysz w te lustra, bo znowu źle wyglądasz, co za niespodzianka, ale kiedy siedzisz i słuchasz muzyki, i myślisz, i myślisz, tak bardzo myślisz, zdajesz sobie sprawę, że wpadasz znowu w odrętwienie, nawet cię to nie wzrusza, nie czujesz się z tym źle ani przez chwilę.
Psujesz się, pijesz więcej, palisz więcej, jakieś okazyjne ćpanie i psujesz się, nie potrafisz spać dłużej niż siedem godzin, taka pierdolona wegetacja, zniszczona wegetacja, podoba ci się to popsucie, tak strasznie ci się to podoba i może to popierdolone, ale zaczynasz się stawać kimś, kim zawsze chciałaś być i o dziwo, czuć to tylko wtedy, kiedy słońce jeszcze nie wschodzi, zbyt wcześnie. Nigdy nie czuć nic przy innych, musisz być sama, żeby poczuć, co za niespodzianka, ale czemu zawsze wszystko jest tak, jak ty to sobie wyobrazisz? Zero, zero, zero nieprzewidywalności, jeśli chcesz kogoś, to go masz, jeśli przestajesz chcieć, to tracisz, prosty mechanizm, jakże nudny mechanizm, chciałabyś walczyć.
Popsute laleczki z telewizji mają piękne ubrania i włosy tylko pozornie nieuczesane, popsute laleczki gniją, nie chce im się muzyki, nie chce im się żyć a w tle najczęściej puszczają im jakieś Nirvany, bo to się niby łączy, może tak, może z tymi dziewczynkami tak, ale ty nie przypominasz ich ani kawałkiem a Nirvana cię nudzi i może to smutne, że umarł, ale to nadal nudzi.
Ty też umrzesz, co za niespodzianka, ty też umrzesz, wszyscy umierają, ale kiedy myślisz o śmierci, masz wrażenie, że to nadejdzie jakoś strasznie szybko, że po co ci plany na jakieś studia, przecież to nadejdzie tak szybko szybko szybko, może nawet nie zdasz matury, bo po co, bo przecież u m r z e s z. Nawet cię to nie obchodzi, po prostu wzruszasz ramionami, umrę.
Może się jedynie boisz, że nie uda ci się wszystkiego naprawić, że nie uda się wrócić, o ile tak bardzo boisz się powrotów, tak bardzo ich nienawidzisz, to on, dla niego mogłabyś powracać milion razy, jeśli tylko widziałabyś sens. Rezygnujesz z niego a potem żałujesz, chcesz wracać, ale to bez sensu, to tak bardzo bez sensu, przecież powód, przez który zrezygnowałaś, nadal tam jest i to naprawdę ogromny. Więc się przerzuciłaś, może to było okrutne, może to było po prostu głupie, przerzuciłaś się w coś, co znajduje się może nawet nie dziesięć minut stąd, gdzie się od ciebie nie wymaga nic, gdzie praktycznie nie ma nic, ale potem okazuje się, że wszystko; to takie straszne, te rzeczy, których oczekujesz, nie potrafisz zaakceptować, że nie ma czegoś takiego jak ulepszona wersja kogoś, to już po prostu ktoś inny a ty znowu nie potrafisz ufać.
Może byś chciała, ale nie potrafisz, kurwa, poprzednio było tak wygodnie, nawet ci nie przeszkadzało, że każda każda każda ściana w pewnym momencie zaczęła się pierdolić, po prostu było wygodnie; było przecież tak dobrze. Czasem tylko się zastanawiasz, czy potrafisz jeszcze kochać kogoś innego, kto nie byłby nim i zbyt często odpowiedź brzmi ‘nie’.
Nie zauważasz kiedy, ale zaczynasz gnić, rozkładać się, kawałek po kawałku, wszystko ci się wymyka między palcami, próbuje się ratować z tonącego statku, też chcesz, ale to pójdzie za tobą, pragniesz, żeby ktoś zakonserwował cię lepiej, bo sama najwyraźniej nie potrafisz, rozlatuje ci się wszystko, ale tego nie widać po twarzy. Ci wszyscy śmieszni ludzie mówiący, że da się ciebie czytać na wylot, czy widzą TO? Czasem sama tego nie widzisz, ale to nigdy akurat nie znika, myślisz, że można by się tego pozbyć, bo coraz mniej ci się to podoba, chociaż chciałam, ale bycie już więcej filmem okazuje się takie niesmaczne. To nie jest tak, że ktoś zauważa.
Mijają lata, jesteś już coraz starsza, wszyscy są coraz starsi i patrzysz na zrujnowane pierwsze marzenia, bo tak, można marzyć o szkole, co to za problem marzyć o szkole. Zastanawiasz się, jak to jest, mieć zrujnowane marzenie. Przez kogoś. Przez coś. Ty ze swoich rezygnujesz, bo są bez sensu. Pragnęłabyś walczyć, ale po co walczyć, o co walczyć? I tak do walki potrzeba siły, tobie jej przecież tak bardzo bardzo brakuje.
Pogubiłaś się w tym, czego chcesz, kogo chcesz, najchętniej wszystkich i wszystko, ale po co ci tyle? Im więcej pragniesz, tym mniej możesz posiąść, musisz wybierać, ale ty wolisz pozbywać się wolnej woli, po co ci ona, nie umiesz się decydować, zawsze decydujesz źle. I może nadajesz się na wybranego pesymistę, ale on ci się kojarzy z tą osobą, której niby nie ma, ale jest, ale to wszystko wygląda tak, że jeśli by to coś zmieniło, to padłabyś nawet na kolana i oddała pokłon, nie istnieje rzecz, której byś nie zrobiła, kurwa. Ale się nie zmienia.
Zniszczona K to taki smutny smutny smutny obrazek.
Kiedy zacznie się nowy dzień?
/to chore już, naprawdę
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz