sobota, 11 grudnia 2010

trzy: taryn

jeden 
dwa 

Piękna, cudowna, urocza, atrakcyjna, zjawiskowa, wspaniała, doskonała, idealna, fenomenalna, olśniewająca, zachwycająca. Mona. Synonimy niczym epitety, jak epitety, aż epitety, nie więcej niż epitety.

Mona odsuwa w zapomnienie słowa, miejsca, dźwięki, wstaje i oznajmia, teraz to jej kolej, by zwracać uwagę i robi to dosadnie, i nie do przeoczenia. Nie wije się ciał, to nie klub ze striptizem, nie ma uległości, ona wierzy w równość (chyba, czy ona wierzy?), nie mówi, nie rozkazuje, bo czy mogłoby być jeszcze bardziej przejrzyste? Taryn nie odrywa oczu. Przedstawienie porywa zbyt bardzo.

Unikanie spojrzeń? Mała gra, śmieszna gra, bądź o mnie zazdrosna Taryn, patrz na mnie, nie potrzebuję cię, nie potrzebuję twoich pragnień, patrz, on mnie chce po prostu, jak się przez to czujesz? Całuję go teraz, moje spojrzenie okrążone rozbawieniem, nie wiesz czy chcesz czy nie chcesz, chyba musisz być bardziej konkretna, bo chodzi o decyzje. Odwróć wzrok, przecież i tak ci nie zależy.

Miałeś ją pierwszy Niels. To nawet nie oskarżenie, nawet nie krztyny wyrzutu. Miałeś ją pierwszy Niels. Mniej emocji, niż można by oczekiwać, pusto, pusto, smutne oczy zapalają się pożądaniem i właściwie taka jest istota rzeczy – posiadać, posiadać jak najwięcej i najlepiej. Cicha (głośna) rywalizacja, wszelkie chwyty dozwolone, jak poznamy zwycięzcę? Nasze gry ciągną nas w dół, w dół, upadamy.

Mona to tylko zabawka, niezwykle atrakcyjna, ale wciąż, kusi, ma doskonały marketing i jej specjaliści od public relations pracują nad nią dzień i noc i wszyscy chcą ją mieć, wymieniać poprzednie na nią, na nią, na nią, obsesja roku. Mona to droga zabawka. I, co gorsza, wydaje się tego warta. Mogłaby przynieść zwycięstwo.

– Powinnaś przestać się wreszcie na nią patrzyć.

Niels ma niebieskie oczy. Wyblakłe, ale niebieskie. We wszystkim chodzi o oczy, o ich intensywność, o ich ruch. Niels też jest rozbawiony, tak samo jak ona, tam gdzie schowana, ale on się nie chce drażnić, on nie prowokuje. Nie zależy mu? To nieprawda, oczywiście, że Nielsowi zależy, to tylko jego szwedzka postawa, chłodne maniery i obyczaje, rybna dieta pozwalają mu na (zmuszają go do) trzymanie tego wszystkiego według siebie. Niels wierzy, że uczucia należy chować, tak.

– Jesteś zbyt oczywista.

I może jesteś, ale Niels nie ma prawa oceniać. Przybierasz najbardziej obojętną minę, jak potrafisz, mały absurd, wyrażać milion emocji na raz obojętnością. Niels nie zauważa. Nielsa nie obchodzi, Niels jest cały materialny, nie ma sentymentu, nie ma litości, właściwie gorszy od Taryn, bardziej nieczuły od Taryn, nie sądziła, że mogłoby dojść do czegoś takiego.

– Może… chcę być oczywista?

Patrzenie na Nielsa nie przynosi żadnego skutku. Nie kiedy on nie jest zainteresowany. Nigdy nie i na zawsze. Powrót do Mony i jej baletu piętro niżej, Mona się interesuje, Monę obchodzi. Ona tylko lubi gry bardziej.

– Nie przyjdzie do ciebie, jeśli będziesz ją gwałcić od góry do dołu.

– Od tyłu do przodu, od przodu do tyłu, co za różnica. Nie musisz mi mówić, co mam robić. Zresztą miałeś ją… jakby raz. Może wcale nie wiesz, może nie umiesz. Dlaczego pozwoliłeś jej odejść tak szybko?

Znowu na Nielsa. Zaciska zęby, widać poruszającą się szczękę. Właśnie próbuje wymyślić akceptowalne kłamstwo. Nieważne. Taryn chce prawdziwych odpowiedzi.

– Myślę, że ona kogoś ma.

– Myślę, że to żaden powód. Nie przeszkadzało ci to wcześniej.

– W niej mi to przeszkadza.

Nieważne. Mona patrzy na Taryn, to nie złudzenie. Patrzy i mówi, chodź do mnie teraz, chodź i weź mnie, albo odejdę. Czekam.

On szepcze jej do ucha, stara się zaciągnąć ją do łóżka, Mona, Mona, Mona, mówi i Mona się uśmiecha lekko. A ty co zrobisz, Taryn?

Powstają pytania. Co jest grą? Kto gra w grę? Przestaje być już pewne, Niels przygląda się bacznie Taryn i chyba zadała te pytania na głos. Żałuje, że Nielsa nie da się łatwiej odczytać. Biała ściana, Taryn ma ochotę podejść, wstrząsnąć nim, uderzać, krzyczeć, ranić, całować… Nie chce go całować. Nie.

– Myślę, że Mona z nami wygrywa. Jak mogliśmy na to pozwolić?

– Pozwalasz jej wygrywać. Może ci to przeszkadzać, ale zaraz zamkniesz oczy i pójdziesz do niej i wszystko będzie tak samo, jakbyś chciała. Lubisz ją o wiele za bardzo i ona to wykorzystuje. Ona po prostu dobrze czyta, nic więcej.

Odpowiadanie powinno wymazać wątpliwości. Niels nie potrafi odpowiadać, najwyraźniej. Niels oblewa to spektakularnie, z pompą, prawie jak przyjęcie pożegnalne. Ona dobrze czyta: czy czytała Nielsa? Co widziała? Dlaczego Mona, mała Mona, potrafi czytać a Taryn nie? To niesprawiedliwe.

- Idź do niej, Taryn.

Sukienka Mony odsłania o dwa centymetry za dużo. Dwa centymetry za dużo u góry i dwa centymetry za dużo u dołu. Każdy kształt, każdy, jest wystawiony na oko publiczności, włosy upięte do góry zmuszają do patrzenia i Taryn patrzy. Żaden ruch nie dzieje się nieświadomie, każdy to staranna kalkulacja; dla widzów. Mona daje wszystko, tak się wydaje, że Mona daje wszystko, ale możesz patrzyć a nie dotykać. Mona nie daje nic, manipuluje wprost z podręcznika.

Ulegnij mi. Weź mnie.

Taryn się zgadza.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz